czwartek, 11 kwietnia 2013

Festiwal Nauki

Dwa dni spędziliśmy odwiedzając kilka ośrodków naukowych w Poznaniu, które otworzyły się na ludzi. Szkoda, że zawsze takie tłumy, szkoda, że nie dzieje się to częściej... A widać po nocy Naukowców czy właśnie Festiwalach Nauki, jak ogromne zainteresowanie wzbudza nauka, byle tylko dać ludziom szanse doświadczać, a nie czytać i oglądać przez szybkę.

Byliśmy w PAN-ie, gdzie poprzez zabawę i spotkanie z ciekawymi osobami, które mają dużą wiedzę, zgłębiliśmy kilka tematów z genetyki oraz poznaliśmy sylwetki kobiet - naukowców, które otrzymały nagrodę Nobla.
Dzieci zobaczyły, jak hoduje się rośliny in vitro, jakie strategie wykorzystują rośliny, by pozyskiwać azot, potrzebny im do wzrostu. Zosia była zafascynowana tym.
Biblioteka Kórnicka nas tym razem nie skusiła, bo dzieci robiły papier, atrament, ozdobne litery, nanosiły fragmenty złota już w Kórniku.

Wiktora zaciekawił program, który przekształcał ludzką mowę w dokument pisany - on męczy się jeszcze pisząc na komputerze, a piszę obecnie książkę. Taki program mógłby zrewolucjonizować jego sposób pracy... :-) ile książek mogłoby powstać w krótkim czasie? ! W mówieniu jest świetny.

Potem pojechaliśmy do Instytutu - Centrum Biotechnologii. Tam rzeczywiście ciekawie - ciekłym azotem czarowali, robili nim sorbety. Zosia była zafascynowana mikrokapsułkowaniem i kuchnią molekularną. Robili próbówki, oglądali drożdże. Mnie zainteresowały badania in vitro nad komórkami skóry i tworzeniem sztucznych narządów.

Ale zrobiliśmy też swoje odciski palców, zrozumiałam, o co w tym chodzi tak naprawdę! Wiele ciekawych stanowisk, przy których w prosty sposób tłumaczono dość skomplikowane rzeczy. Wszystko to obsługiwali studenci,  niektórzy bardzo się wciągali i rzeczywiście mieli dużo cierpliwości w tłumaczeniu i pokazywaniu dzieciom i nie tylko tajników tego świata.



Wczoraj mieliśmy również duży plan wielu ciekawych zajęć, ale wciągnęła nas praca na Uniwersytecie Artystycznym. Chcieliśmy odwiedzić pracownię rzeźby, zobaczyć co i jak. Kiedy weszliśmy, dzieci ogarnęła nieśmiałość i chcieli się wycofać. Wiktor myśląc o rzeźbie rozumiał pracę w drewnie, a tam była 3 dorosłych, którzy pracowali w glinie, rzeźbiąc w niej twarz modelki, która siedziała na środku. Pan  jednak przygotował dzieciom stanowiska pracy i się wciągnęli. Po dwóch godzinach mieli moment kryzysu, ale zjedli w barze jajecznicę, coś słodkiego i wrócili do pracy.




Taki jest efekt prac.
Kiedy patrzę na siebie podczas ich pracy, trudno znaleźć mi granicę, by im pomóc z jednej strony, bo przychodzi moment słabości, ale by nie ingerować w ich wizję świata, ich pracy, ich własnego dzieła.

Wiele radości, ale i ból twórczy, trudność pracy w materiale i uzyskania efektu, jaki chcieliby zobaczyć.

Pomyśleć sobie, że można w ten sposób zamiast szkoły doświadczać życie.

Dziś Konkurs Tańców Ludowych Kukułeczka,  więc niestety znowu nie zażyją rozkoszy szkoły. A na Politechnice dziś silniki spalinowe - no cóż, następnym razem.
Pojechali rano ze strojami, obładowani, ale zadowoleni.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz